Czasami (średnio raz na miesiąc) muszę w coś zagrać. Wtedy najczęściej przez kilka dni strzelam po kilka godzin w Counter-Strike’u czy rozwalam setki pojazdów w Total Annihilation. I to mi wystarcza. Niestety obie gry są mało grywalne kiedy uruchamiam je przez wine pod linuksem, więc odpalam je pod windows.
Akurat teraz trafił się taki moment. Po raz pierwszy od kilku tygodni uruchomiłem windę i odpaliłem steama i CS’a. W międzyczasie windows dociągnął swoje co miesięczne aktualizacje, więc żeby mieć święty spokój z ciągle wyskakującym dymkiem „System zaktualizowany, Zresetuj komputer” (czy jakoś tak) zresetowałem windę. Oczywiście po aktualizacji CS nie działał. Na szczęście (co zdarza się wyjątkowo rzadko) windows wygenerował w miarę czytelny błąd, który pozwolił mi znaleźć rozwiązanie nie gdzie indziej, jak na stronie… steama. Hurra, CS działa. Ale za to jak działa. Od tego momentu zaczął się wywalać średnio co 20m, a kilka razy razem z sobą zawiesił system. Jak zwykle zacząłem klnąć, i złościć się na Microsoft (w końcu szatańska firma
) i pewnie bym dalej się bawił gdybym nie spojrzał na miernik temperatury procesora i całej reszty, gdzie wartości już prawie sięgnęły do temperatury wrzenia. Wystarczyło że postawiłem przy komputerze wentylator skierowany na płytę główną, abym mógł bez przeszkód grać jeszcze przez kilka godzin.
Wnioski:
- Kupić nowy wentylator na procesor, gdyż stary już nie daje rady (może i dałby, ale nie lubię hałasu)
- Microsoft nie jest winien wszystkim komputerowym przypadłościom, tak samo jak Kaczyńscy (raczej) nie są winni opóźnienia zimy i aktualnej odwilży
