Nie sądziłem że twórcy seriali są jeszcze w stanie pokazać cokolwiek nowego. Aż do dzisiaj. Pierwszy odcinek szóstej serii Dr. House to po prostu czysta przyjemność oglądania. Zamiast typowego odcinka serialu dostaliśmy dobre, półtora godzinne widowisko, które samo w sobie mogłoby być oddzielnym filmem (i to bynajmniej nie klasy B). Muszę przyznać że chyba nigdy nie widziałem tak dużego oderwania od zwyczajnej fabuły serialu, które jednocześnie byłoby z nim tak niesłychanie spójne.
House się zmienia. Został pokazany z zupełnie innej strony, i nie bardzo wiemy czy to tylko zmiana tymczasowa, czy też może twórcy postanowili podarować nam nową postać. Pobyt w ośrodku psychiatrycznym tylko pokazał jak można zaciekawić widza tym samym, znanym już 5 sezonów, bohaterem. I co najlepsze, w tym odcinku właściwie nie ma wątków medycznych (o ile wykluczyć miejsce pobytu naszego doktora). Dostaliśmy też coś zupełnie innego od zwyczajnej serialowej rutyny, nowego. Da się? Da, co zresztą potwierdzają wyniki oglądalności nowego pilota (16 milionów widzów – największa widownia).
Zostałem tym odcinkiem niesamowicie (pozytywnie) zaskoczony. I co tu więcej mówić, nie mogę się już doczekać kolejnej godziny z Housem
